Z Tomkiem Cieślikiem o żniwach i nastrojach rolników
Podlaskie24
0:00 / 0:00
Z Tomkiem Cieślikiem o żniwach i nastrojach rolników
53 244 просмотра · 2 недели назад
Podlaskie24
76,7 тыс. подписчиков
53 244 просмотра · 2 недели назад
W gospodarstwie Tomasza Cieślika z Pokaniewa tegoroczne żniwa zbliżają się do końca. Do skoszenia pozostały jeszcze ostatnie hektary żyta. Choć pogoda pozwoliła sprawnie przeprowadzić prace, rolnik podkreśla, że o powodach do optymizmu trudno mówić. Problemem są przede wszystkim niskie ceny, słabe plony i wysokie koszty produkcji.
– Żniwa już właśnie chylą się ku końcowi, już sama końcówka została. Jeszcze dwa dni zostało nam koszenia żyta i można powiedzieć, że w tym roku żniwa można odtrąbić – mówi Tomasz Cieślik.
Jak podkreśla, sam przebieg prac polowych nie był największym problemem. Znacznie gorzej wygląda ekonomiczne podsumowanie sezonu.
– W tym roku żniwa bardzo ciężkie. Może jeśli chodzi o koszenie, to nie jest źle, bo pogoda dopisuje. Natomiast jak bardziej chodzi o nastroje, o ceny, o wydajność, której nie ma, to najgorsze. Koszty tak samo są bardzo wysokie – zaznacza rolnik.
Po podliczeniu wszystkich wydatków okazuje się, że produkcja zbóż w gospodarstwie przestaje być opłacalna.
– Jak Excela podliczamy, to wychodzi, że jednak trzeba dołożyć bardzo dużo. Gdyby nie ta słoma, która zostaje na tych polach, którą musimy przywieźć dla naszych zwierząt, to myślę, że tu nie ma sensu. Uprawa polowa w naszym przypadku nie opłaca się – mówi Cieślik.
„Bardzo słabe nastroje wśród rolników”
Problemy dotyczą nie tylko produkcji roślinnej. Rolnik zwraca uwagę również na trudną sytuację producentów mleka. Jak mówi, niska cena mleka utrzymuje się już od około półtora roku.
– Wszyscy się z tym borykamy, bardzo słabe nastroje wśród rolników. Cena mleka już półtora roku jest bardzo niska, czekamy, kiedy to odpuści. Nie widać na razie jakichś symptomów, ale trzeba wytrzymać. Po prostu trzeba wytrzymać jeszcze 2-3 miesiące – ocenia.
Zdaniem Tomasza Cieślika jednym z sygnałów mogących zapowiadać zmianę sytuacji jest coraz większa liczba rolników rozważających ograniczenie lub zakończenie produkcji.
– Wszyscy chcą rezygnować, ale to nie ma już zasady, czy duży, czy mały. Po prostu każdy mówi, że się nie opłaca i chce rezygnować z produkcji – mówi.
Rolnik uważa, że przemysł mleczarski w końcu będzie musiał zareagować, ponieważ bez producentów nie będzie miał surowca.
– Oni doskonale o tym wiedzą, że muszą mieć dostawców, bo po prostu ich nie będzie – podkreśla.
Jednocześnie nie jest przekonany, że samo ograniczenie produkcji przez rolników automatycznie doprowadzi do wzrostu cen.
– Patrzę ze swojej perspektywy, iluś lat, ileś tych kryzysów przeżyłem. I tak ze swojego doświadczenia wcale to nie jest powiedziane, że będzie brak surowca. Rok do roku był brak surowca w całej Europie, a teraz nagle jeden rok i wszystko się zawaliło, nagle tego surowca jest tyle, co trzeba. Nie wierzę w to – zaznacza.
Ukraina dodatkowo komplikuje sytuację
W rozmowie Tomasz Cieślik wskazuje także na import produktów z Ukrainy, który – jego zdaniem – dodatkowo pogarsza pozycję polskich rolników.
– Ukraina na pewno pogarsza nam sytuację i pogarsza nam sprawy i miejsce, w którym się znajdujemy. My jako dostawcy nie mamy żadnej karty przetargowej – mówi.
Producent mleka nie może bowiem wstrzymać sprzedaży surowca i poczekać na lepszą cenę. Mleko musi zostać odebrane i przetworzone w krótkim czasie.
– Nasz surowiec trzeba po dwóch dniach przerobić, bo inaczej można go wylać do rowu. Nie możemy go odstawić, sprzedać za rok. Każdy ma kredyty, każdy ma zobowiązania i trzeba zapłacić – tłumaczy.
Według rolnika problemem jest również brak realnych mechanizmów wsparcia dla producentów.
– Cały czas słyszymy o wsparciu, można powiedzieć już od początku roku, ale tego wsparcia nie ma. To po co o tym wsparciu gadać, kiedy go nie ma? – pyta.