2023 Kreta 4x4 01 Chania Menies Frangokastello Aradena
Asoy Krikri
0:00 / 0:00
2023 Kreta 4x4 01 Chania Menies Frangokastello Aradena
1 173 просмотра · 2 года назад
Asoy Krikri
365 подписчиков
1 173 просмотра · 2 года назад
Wracamy na Kretę! Do tej pory wiele razy podróżowaliśmy samolotem. Tym razem zabieramy naszego koziołka Krikri do matecznika. Pierwszy nocleg koło Katerin i wskakujemy na pustą i szybką autostradę do Aten. Brutalne zderzenie z korkami przed Pireusem. Następne czekanie na wjazd na prom, gdyż jak się okazuje jesteśmy za duzi i okrętujemy się na końcu w strefie TIRów. Ze względu na przejazd z psem obowiązkowa ekskluzywna podróż w kabinie. Rano, o szóstej, jesteśmy w Heraklionie. Nawet w dzień nie oferuje on zbyt wiele atrakcji więc bez żalu ruszamy dalej. W dylemacie, w prawo czy w lewo z Heraklionu, zwycięża opcja wypoczynkowo-plażowa. W prawo - w stronę Chani i Elafonissi. Mieliśmy na chwilę i szybkie śniadanie wpaść do Rethymno, skończyło się na zwiedzaniu twierdzy i szwendaniu się po starych uliczkach. Dzisiaj miast dosyć. Mijamy Chanię i wbijamy na szutry w stronę plaży Menies. Ok. 20 km pięknej drogi i lądujemy na plaży. O dziwo, nie tylko woda krystaliczna ale sama plaża niesamowicie czysta, co nie wszędzie jest oczywiste. Do tego trochę antycznych resztek po osadzie Dyktinaion, kóz i czasowych turystów z łodzi dobijających na godziny. Po południu zatoka i plaża się wyludnia i zostajemy sami. Doskonałe miejsce na reset po podróży.
Koniec lenistwa na plaży. Ruszmy do Chani. Jest piątek i do tego trafiamy na jakieś uroczystości pod Muzeum Marynarki. Pierwsze ostrzeżenie, nie będzie dziś łatwo. Tłumy i masa samochodów. Cudem parkujemy naszą Krikri, ale i tak coś dzisiaj nie idzie. Wbijamy w starówkę i okazuje się, że pieniądze zostały na parkingu. Następne puste kółeczko do samochodu. Śniadanie i spacer kolorowymi uliczkami poprawiają nastrój, jednak nie na długo. Dzisiaj w planach odwiedziny miejsc, w których już kiedyś byliśmy. Ruszamy przez góry w stronę Elafonisi. Pogoda się psuje, zaczyna padać a temperatura spada do 15 stopni. Niebo płacze nad Kefali, które kiedyś odwiedziliśmy i doskonale wspominamy. Niby tawerna jest, miejsce z piękną panoramą jest. Niestety, nie ma śladu po Irene, która była duszą tej miejscówki. Sałatka grecka niby poprawna, souvlaki prawie dobre ale stifado tragicznie niedoprawione. Zostajemy przy wspomnieniach i opuszczamy Kefali żeby poprawić humory dobrą miejscówką na nocleg na plaży w Elafonisi. I tu następny ZONK! Plaża cała oszlabanowana. Zero dostępu. Można sobie wykupić miejsce na betonowym parkingu na zewnątrz za 5Euro/dobę. Porażka! Do tego wiatr głowy urywa, plus- jest dość ciepło. Pozostaje szukanie osłoniętego miejsca na nocleg. Kawałek od brzegu, na skraju oliwnego sadu znajdujemy zaciszną w miarę wnękę osłoniętą wysokimi skałami i krzaczorami. Rozbijamy biwak otoczeni kozimi dzwonkami. Jutro jedziemy do Frangokastello. Zobaczymy czy to nie będzie kolejna porażka.
Dzisiaj ciąg dalszy podróży po starych kątach. Z pewną obawą jedziemy w stronę Frangokastello. Na wjeździe pierwsza na Krecie twierdza wenecka. Stoi jak stała - pierwszy plus. Nieco dalej, mały, zadbany kościółek, stoi jak stał. Znajome apartamenty w sadzie oliwnym nadal w sadzie oliwnym. Sympatyczna obsługa. Robimy sobie dzień na odgruzowanie z kąpielą i spaniem w pościeli szczególnie, że wiatr okrutny białe panny po wodzie goni. A do tego wszystkiego, jak najbardziej na swoim miejscu jest nasza ulubiona tawerna. Pierwszy wieczór pokazuje, że nic nie straciła na jakości. Wzorowe klasyki: chleb z gorzkawą lokalną oliwą na start, sałatka grecka, souvlaki dokładnie takie jak trzeba do tego pasta z bakłażana i ewidentne mistrzostwo w znanym nam świecie czyli smażona cukinia. To wszystko popchnięte tradycyjnym "kilo krasi aspro" i zakończone puddingiem z miodem i kieliszkiem mrożonej raki od gospodarzy. Nooo, nie możemy tego tak zostawić, niezbędny jest przynajmniej jeszcze jeden dzień w tej miejscówce. W ramach przerwy między wizytami w tawernie odwiedzamy z rana Chora Sfakion z malutkim portem, jeszcze mniejszą plażyczką miejską i normalnej wielkości śniadaniem z widokiem na promy. Krętą drogą wspinamy się w okolicę Aradeny by podziwiać wąwóz, spektakularny most ażurowy z własną oprawa akustyczną i fotogeniczne a wszędobylskie kozy Krikri. Przestrzeń, kolory, zapachy, smak, słońce - Kreta wróciła na swoje miejsce.