"Szept w ciemności "- Muzyczne felietony- proza nie do końca śpiewana😏
Muzyczne felietony
0:00 / 0:00
"Szept w ciemności "- Muzyczne felietony- proza nie do końca śpiewana😏
105 просмотров · 3 дня назад
Muzyczne felietony
1,86 тыс. подписчиков
105 просмотров · 3 дня назад
Nie ja napisałam ten tekst.Nie ja wymyśliłam
muzykę
.I nawet okladka nie jest moim pomysłem .To wszystko zrobił ktoś mi bliski.I tekst i muzyka były do czego innego, w innym czasie,mój tylko był zamysł i chęć, żeby się spotkały. Efekt mnie zachwycił.Pozostaję w nadziei,że Państwa też.
P.S.Nie wszędzie Suno wychwycilo rytm,frazę, ale jak na pierwszy raz,jest pięknie.
Muzyka zaczęła się tak nieoczekiwanie, że przez chwilę żadne z nich nie ruszyło.
— To jest walc — powiedział.
— Zauważyłam.
— Ucieszyłem się. Przez moment bałem się, że współczesna kobieta rozpoznaje już tylko playlistę.
— Współczesna kobieta rozpoznaje również protekcjonalny ton.
— A więc jednak mamy od czego zacząć.
Spojrzała na niego.
— Od kłótni?
— Od rozmowy. Kłótnia wymagałaby, żebym miał rację.
— Jak przezornie.
Wyciągnął rękę.
— Zatańczy pani?
— Pan zawsze zadaje pytanie dopiero wtedy, kiedy jest przekonany, że zna odpowiedź?
— Nie. Tylko wtedy, kiedy bardzo chciałbym ją znać.
— To już było lepiej.
Podała mu rękę.
Ruszyli.
Przez kilka taktów milczeli.
— Czy teraz wypada coś powiedzieć? — zapytała.
— O ile znam dawne przepisy, należałoby zacząć od pogody.
— Niech pan spróbuje.
— Wieczór jest wyjątkowo ciepły jak na wrzesień.
— Fatalnie.
— Wiedziałem.
— Jeszcze chwila i zapyta mnie pan, czy często tu bywam.
— Tego bym sobie nie wybaczył.
— A ja panu.
— Czyli mamy pierwszą wspólną wartość.
— Nie rozpędzałabym się z tą wspólnotą.
Obrócił ją łagodnie i przez chwilę znaleźli się dalej od siebie.
Kiedy wrócili do siebie, powiedział:
— Dawniej człowiek miał przynajmniej kodeks.
— Dawniej człowiek miał wachlarz.
— Do czego?
— Do prowadzenia rozmów bez mówienia.
— Niezwykle praktyczne. Dzisiaj mamy telefon.
— Telefon służy głównie do nieprowadzenia rozmów podczas rozmowy.
— Pani go nie wyjęła.
— Pan również.
— Być może oboje jesteśmy źle wychowani współcześnie.
— Albo dobrze wychowani przestarzale.
— Brzmi znacznie lepiej.
Znów kilka kroków.
— Wie pan, czego już prawie nikt nie umie? — zapytała.
— Tańczyć walca?
— Też. Ale miałam na myśli rozmowę, w której nie trzeba natychmiast powiedzieć wszystkiego.
— Czyli sugeruje pani, że coś pani przede mną ukrywa?
— Naturalnie.
— Dużo?
— Wystarczająco, żeby miał pan po co ze mną rozmawiać przez następne trzy minuty.
— To niepokojąco wyrachowane.
— Kobiety kiedyś miały całe lata praktyki.
— Myślałem, że kiedyś były niewinne.
— To mężczyźni tak myśleli. Bardzo im to pomagało.
Roześmiał się.
— A co robił mężczyzna?
— Starał się nadążyć.
— I jeśli nadążał?
— Dostawał następne zdanie.
— A jeśli nie?
— Pogodę.
— Okrutny system.
— Selekcyjny.
Muzyka zwolniła na chwilę.
— Czy właśnie zdaję egzamin?
— Nie.
— Kamień z serca.
— Egzamin zaczyna się dopiero wtedy, kiedy człowiek wie, że jest egzaminowany.
— W takim razie to było podstępne.
— Dziękuję.
— To nie był komplement.
— Wiem. Dlatego był dobry.
Spojrzał na nią z rozbawieniem.
— Ma pani odpowiedź na wszystko?
— Broń Boże. Tylko na to, co pan mówi.
— Czuję się wyróżniony.
— Niepotrzebnie. Może pan po prostu dostarcza łatwego materiału.
— A jednak pani tańczy dalej.
— Orkiestra jeszcze gra.
— Ach. A ja już przez chwilę sądziłem, że to moja zasługa.
— Niech pan nie traci nadziei. Mężczyzna bez nadziei źle prowadzi.
— A kobieta z nadzieją?
Zawahała się pierwszy raz.
— Kobieta z nadzieją powinna umieć ją dobrze ukryć.
— Dawne przepisy?
— Instynkt samozachowawczy.
— Czyli jednak coś z dawnych czasów przetrwało.
— Bardzo niewiele.
— Na przykład?
Spojrzała na ich złączone dłonie.
— To, że nie każdą rzecz trzeba od razu nazwać.
— A jeśli człowiek ma ochotę?
— Powinien się powstrzymać.
— Dlaczego?
— Żeby rozmowa mogła potrwać.
Przeszli jeszcze kilka kroków.
— Pani naprawdę uważa, że ludzie już tak nie rozmawiają?
— Uważam, że coraz częściej rozmawiają po to, żeby coś zakomunikować. Ustalić. Wyjaśnić. Przesłać link. Odpowiedzieć. Zamknąć temat.
— A kiedyś?
— Czasem rozmawiali po to, żeby rozmowa trwała.
— Bez celu?
— Przeciwnie. Z najlepszym możliwym.
— Jakim?
— Żeby zobaczyć, dokąd druga osoba potrafi za nami dojść.
— I dokąd ja doszedłem?
— Proszę pana…
— Tak?
— Nie psuje się dobrej rozmowy pytaniem o wynik.
— Słusznie.
— Nareszcie przyznał mi pan rację.
— Absolutnie nie. Uznałem tylko, że bardzo ładnie pani uniknęła odpowiedzi.
— O.
— Punkt dla mnie?
— Niech będzie pół.
— Skąpa pani.
— Muszę czymś pana zatrzymać przy następnej rundzie.
Muzyka właśnie się kończyła.
Stanęli.
Ukłonił się lekko.
— Czyli będzie następna?
— Tego nie powiedziałam.
— Wiem.
— I?
Uśmiechnął się.
— Właśnie dlatego mam zamiar zapytać.