Jak japońscy piloci opisywali Polaka z Dywizjonu 303 w swoich raportach?
Stalowe Legendy
0:00 / 0:00
Jak japońscy piloci opisywali Polaka z Dywizjonu 303 w swoich raportach?
49 119 просмотров · 2 недели назад
Stalowe Legendy
11 тыс. подписчиков
49 119 просмотров · 2 недели назад
11 grudnia 1943. Nanchang, środkowe Chiny. Sześć myśliwców Nakajima Ki-44 osiemdziesiątego piątego Sentai schodzi do lądowania nad własnym lotniskiem: podwozie wypuszczone, klapy w dole, zbiorniki puste po nalocie, który nie znalazł celu. To najbezbronniejsza minuta w życiu pilota myśliwskiego. Nad nimi jest dziewięć Warhawków P-40, bo major Elmer Richardson poprawnie odgadł, skąd Japończycy przylecieli. A w jednej z tych kabin siedzi człowiek, którego japońskie meldunki nie nazwą po imieniu ani tego dnia, ani nigdy: Witold Urbanowicz. Dowódca Dywizjonu 303 nad płonącym Londynem, piętnaście zwycięstw w Bitwie o Anglię, czwarte miejsce na liście wszystkich pilotów RAF, jedyny polski pilot z potwierdzonymi zestrzeleniami Japończyków. Polska szkoła strzelania mówiła jedno: podejdź bliżej, niż pozwala rozsądek, i otwórz ogień z dystansu, który japońskie szkolenie uznawało za samobójczy. Japończycy zapisali sposób ataku, którego nie potrafili dopasować do żadnej znanej doktryny, i dwa nazwiska poległych: Sakio Hade i Yoshio Sakagami. W miejscu, gdzie powinno stać nazwisko sprawcy, został pusty wiersz. Bez zmyślonych cytatów – tylko to, co naprawdę jest w rejestrach strat i we wspomnieniach obu stron.