Перейти к содержимому

GOF rozdział 2 część 2

Rado-X

0:00 / 0:00

GOF rozdział 2 część 2

2 просмотра · 11 дн. назад
Rado-X
112 подписчиков
2 просмотра · 11 дн. назад
Rozdział II: Cienie w pyle Pociski kalibru .50 wgryzały się w potężną klatkę piersiową bestii, zrywając kawały chropowatej skóry i pancerza, lecz stwór zdawał się niemal nie czuć bólu. Z rykiem, od którego drżały szyby w ocalałych oknach, szarżował wprost na pozycję Marcusa. – Marcus, padnij! – wrzasnął Dom, wybiegając zza węgła. Wystrzał ze strzelby Gnasher rozdarł powietrze z ogłuszającym hukiem. Chmura śrutu uderzyła potwora w bok głowy, posyłając go bezwładnie na spękany asfalt. Ciało szarpnęło się jeszcze raz w konwulsjach, po czym znieruchomiało w kałuży gęstej, ciemnej posoki. Przez ułamek sekundy panowała martwa cisza, zakłócana jedynie sykliwym oddechem obu żołnierzy. – Co to, do diabła, było?! – Dom przeładował broń, nerwowo omiatając wzrokiem dymiący krater. – Nie wiem – odparł ponuro Marcus, wymieniając magazynek jednym wyćwiczonym ruchem. – Ale to coś nie zamierzało brać jeńców. Nim zdołali podejść bliżej, radio na ramieniu Marcusa zatrzeszczało gwałtownie. Przez ścianę zakłóceń przebił się spanikowany, urywany głos dowódcy sektora: „Wszystkie jednostki COG, tu centrala! Mamy potwierdzone wyłomy w sektorach czwartym, siódmym i dziewiątym! Całe ulice się zapadają... Oni wyłażą z ziemi! Powtarzam, wyłażą z... [krzyk, seria z karabinu, trzask zerwanego połączenia]”. Ziemia pod ich stopami znowu zadrżała. Sto metrów dalej, na środku skrzyżowania, nawierzchnia wybrzuszyła się niczym gotująca się smoła. Z głębi wyrwy wystrzeliły trzy kolejne sylwetki, a za nimi rozległ się chór gardłowych, nieludzkich okrzyków bojowych. – Cofamy się do placu zebrań! – rzucił Marcus, wskazując na wąską alejkę między walącymi się wieżowcami. – Nie damy rady utrzymać tego skrzyżowania we dwójkę! – A jeśli na placu też już są? – zapytał Dom, ruszając biegiem u jego boku. Marcus nie odpowiedział. Spojrzał tylko na horyzont, gdzie kolejne słupy czarnego dymu przecinały niebo nad miastem. Dobrze wiedział, że nigdzie na tej planecie nie było już bezpiecznego miejsca.