Перейти к содержимому

ZAZDROŚĆ MOJA - Bolesław Leśmian - [Poezja Śpiewana] - Just Rusty

Rusty - Poezja Śpiewana

0:00 / 0:00

ZAZDROŚĆ MOJA - Bolesław Leśmian - [Poezja Śpiewana] - Just Rusty

668 просмотров · 3 нед. назад
Rusty - Poezja Śpiewana
153 подписчика
668 просмотров · 3 нед. назад
Produkcja - Studio Sound 2026 Muzyka - Rusty Aranżacja - Rusty, Ai Wykonanie - Ai Autor - Bolesław Leśmian Wiersz - Zazdrość moja... Zapraszam do wysłuchania mojej autorskiej kompozycji do wiersza „Zazdrość moja” Bolesława Leśmiana. To niezwykłe połączenie klasycznej poezji symbolicznej z nowoczesną produkcją muzyczną. Dla uzyskania ostatecznego brzmienia i dopracowania aranżacji wykorzystałem narzędzie Suno AI. O WIERSZU - KRÓTKA ANALIZA „Zazdrość moja” to utwór pełen głębokich emocji, typowej dla Leśmiana zmysłowości oraz metafizycznego niepokoju. Autor przedstawia w nim zazdrość nie tylko jako zwykłe uczucie, ale jako potężną, niemal żywiołową siłę, która przenika relację z ukochaną osobą i otaczającym światem. Poeta używa charakterystycznych dla siebie neologizmów i plastycznych obrazów, ukazując, jak zazdrość przekształca rzeczywistość, zatracając granicę między tym, co realne, a tym, co przeżywane wewnątrz duszy. Muzyka do tego utworu powstała z potrzeby oddania tego intymnego, a zarazem niepokojącego nastroju. Posłuchaj, poczuj ten klimat i daj znać w komentarzu, Jeśli utwór przypadł Ci do gustu, zostaw łapkę w górę, subskrybuj kanał i kliknij dzwoneczek, aby nie przegapić kolejnych muzycznych adaptacji poezji! ZAZDROŚĆ MOJA Zazdrość moja bezsilnie po łożu się miota: Kto całował twe piersi, jak ja, po kryjomu? Czy jest wśród pieszczot choć jedna pieszczota, Której, prócz mnie, nie dałaś nigdy i nikomu? Gniewu mego łza twoja wówczas nie ostudzi! Poniżam dumę ciała i uczuć przepychy, A ty i odpowiadasz, żem marny i lichy, Podobny do tysiąca obrzydłych ci ludzi. I wymykasz się naga. W przyległym pokoju We własnym się po chwili zaprzepaszczasz łkaniu I wiem, że na skleconym bezładnie posłaniu Leżysz, jak topielica na twardym dnie zdroju. Biegnę tam. Łkania milkną. Cisza niby w grobie. Zwinięta, na kształt węża, z bólu i rozpaczy Nie dajesz znaku życia - jeno konasz raczej, Aż znienacka za dłoń mię pociągasz ku sobie. Jakże łzami przemokłą, znużoną po walce Dźwigam z nurów pościeli w ramiona obłędne! A nóg twych rozemknione pieszczotami palce Jakże drogie mym ustom i jakże niezbędne!