Перейти к содержимому

KREDENS - BUDOWA - MARIAN STYRCZULA-MAŚNIAK

MARIAN STYRCZULA-MAŚNIAK - WOODWORKING ARTISTIC

0:00 / 0:00

KREDENS - BUDOWA - MARIAN STYRCZULA-MAŚNIAK

27 984 просмотра · 9 л. назад
MARIAN STYRCZULA-MAŚNIAK - WOODWORKING ARTISTIC
2,03 тыс. подписчиков
27 984 просмотра · 9 л. назад
Darmowy podręcznik, bezcenna wiedza i ślepy system. Podhalańskie kuriozum Żyjemy w czasach, w których wszystko ma swoją cenę, a bezinteresowność stała się towarem deficytowym. Trudno dziś o prawdziwych mistrzów rzemiosła – takich, którzy o drewnie wiedzą wszystko, a fach mają nie tylko w rękach, ale i w sercu. Marian Styrczula-Maśniak był jednym z nich. Człowiek z Podhala, stolarz z krwi i kości, zamiast gonić za dotacjami i komercyjnym sukcesem, pragnął zostawić po sobie trwały ślad. Z czystej miłości do zawodu. Wtedy jednak zderzył się z urzędniczą rzeczywistością, która obnażyła słabości systemowej edukacji. Do mistrza pisali stolarze z niemal całego świata. Wielu pragnęło nawiązać z nim współpracę, inni – przyjechać na naukę. Kilkanaście lat temu jego progi odwiedzili goście z Francji i nie był to przypadek odosobniony. Zobaczyli warsztat, kunszt i... oniemieli. Natychmiast zaproponowali mu kontrakt. Byli gotowi zapłacić niemałe pieniądze, byle tylko zechciał szkolić francuskich uczniów. Pragnęli kupić jego wiedzę, bo doskonale wiedzieli, że takich rzemieślników już prawie nie ma. Odmówił. Dlaczego? Będąc tuż przed osiemdziesiątką uznał, że jego dziedzictwo powinno zostać na Podhalu. Od zagranicznych kontraktów ważniejsza była dla niego przyszłość rodzimej tradycji. Chciał uczyć lokalną młodzież, by zamiast emigrować za granicę, mogła zgłębiać fach od najlepszych. Postanowił stworzyć podręcznik zawodowy dla uczniów stolarstwa artystycznego – praktyczny, oparty na dekadach doświadczeń, a nie na urzędniczej nowomowie. Chciał przekazać go zakopiańskiej szkole budowlanej całkowicie za darmo, bez honorariów i układów, licząc jedynie na formalną autoryzację. Pomysł ten kiełkował w nim od dawna. Przed laty ówczesny dyrektor Zespołu Szkół Budowlanych w Zakopanem, Stanisław Żygadło, namówił mistrza do podjęcia pracy jako nauczyciel meblarstwa regionalnego i snycerstwa. Styrczula-Maśniak opracował wtedy nowatorski program nauczania, a obaj panowie widzieli palącą potrzebę wydania podręcznika, który uporządkowałby wiedzę o podhalańskim rzemiośle i wyniósł je na wyższy poziom. Plany te przerwał wyjazd Mariana do USA, lecz po powrocie do kraju idea odżyła. Były dyrektor słusznie powtarzał, że takiego mistrza nie wolno skazać na zapomnienie. Choć sam nie posiadał takich umiejętności, doskonale rozumiał, że talent Mariana to unikat. Ostrzegał, że drugi człowiek z tak wszechstronną wiedzą może się już na Podhalu nie urodzić, dlatego powtarzał mistrzowi, by nie zabierał swoich tajemnic do grobu. Doskonale wiedział, że dzięki tej książce utalentowany uczeń mógłby oszczędzić dekady samodzielnych prób i błędów. Bez takiego drogowskazu – i bez nauczyciela tej klasy – młode pokolenie nigdy nie osiągnie podobnej biegłości. I co zrobiła dyrekcja zakopiańskiej „budowlanki”? Odrzuciła ofertę. W ten sposób zmarnowano niepowtarzalną szansę na unikalny rozwój edukacji regionalnej. W tym jednym momencie zderzyły się dwie rzeczywistości: zachodnia elastyczność, potrafiąca docenić i opłacić talent, oraz lokalny, sztywny formalizm, w którym dyrektorzy placówki woleli odrzucić skarb. Być może darmowy podręcznik nie mieścił się w ministerialnych procedurach, a może po prostu zabrakło wrażliwości na wizję człowieka, który chciał zrobić coś całkowicie bezinteresownie. Podhale straciło szansę, by młodzi ludzie uczyli się rzemiosła na najwyższym poziomie – z podręcznika napisanego z miłości, a nie z przymusu. Gdzie tu logika? Nie ma jej. Zostało tylko czyste, urzędnicze kuriozum.