Dlaczego STAWKA wysłała 70.000 ludzi na umocnioną linię - wiedząc, że jej nie przełamią?
Wojenne Kroniki
0:00 / 0:00
Dlaczego STAWKA wysłała 70.000 ludzi na umocnioną linię - wiedząc, że jej nie przełamią?
11 593 просмотра · 3 дня назад
Wojenne Kroniki
6 тыс. подписчиков
11 593 просмотра · 3 дня назад
Pełna historia bitwy nad rzeką Mius (lipiec–sierpień 1943) — szesnastu dni, w których radzieckie dywizje piechoty szturmowały ufortyfikowaną linię obrony, straciły sześćdziesiąt do siedemdziesięciu tysięcy ludzi i wróciły na pozycje wyjściowe. Bez zdobytego terenu. Bez triumfalnego gestu. Bez miejsca w powszechnej pamięci historycznej. I z zadaniem wykonanym — tylko że żołnierze w przyczółku nigdy się o tym nie dowiedzieli.
Mius nie był Kurskiem. Nie miał Prochorowki ani wielkich formacji pancernych nacierających na siebie przez otwarte pole. Miał wąską rzekę — trzydzieści do pięćdziesięciu metrów szerokości, metr skarpy na zachodnim brzegu, step po wschodniej stronie, który atakującym oferował tyle osłony co stół bilardowy. I miał II Korpus Pancerny SS — Leibstandarte, Das Reich, Totenkopf — stojący w odwodzie za wzgórzami i czekający na radziecki przyczółek, który miał się zamienić w pułapkę.
STAWKA wiedziała, co robi. Operacja miuska nie była atakiem po zdobycie terenu. Była narzędziem — narzędziem przykuwającym II Korpus SS do południa w tygodniach, kiedy Cytadela konała pod Kurskiem, kiedy Hitler wahał się, kiedy każda dywizja pancerna na froncie wschodnim była walutą, którą płaciło się za losy kampanii. Jeśli II Korpus SS tkwi nad Miusem, to nie jedzie pod Kursk. To nie staje się rezerwą dla żadnego innego odcinka frontu. To robi dokładnie to, co STAWKA od niego chciała.
Żołnierze 5. Armii Uderzeniowej wchodzący do wody 17 lipca nie wiedzieli o tym nic.
W tym filmie prześledzimy całą operację krok po kroku:
– linię Mius i półtora roku niemieckiej inżynierii obronnej
– strategię STAWKI i decyzję, która posłała Front Południowy nad rzekę
– pierwszą przeprawę i narodziny przyczółka stepanówskiego
– kontratak II Korpusu Pancernego SS i pięć dni walk o flanki przyczółka
– logikę zaopatrywania przyczółka przez rzekę pod ciągłym ogniem
– kapłana Łykowa, sapera Fiedosiejewa i sierżanta Worobiowa — tych, po których coś zostało
– odwrót przez rzekę pod naciskiem Totenkopf i Das Reich
– łańcuch przyczynowy między Miusem a Kurskiem — udokumentowany, konkretny i nieodparty
To nie jest historia o klęsce ani o zwycięstwie. To historia o tym, że te dwa słowa nie zawsze dotyczą tego samego poziomu rzeczywistości. Na poziomie taktycznym — odwrót, te same pozycje, zero terenu. Na poziomie strategicznym — II Korpus SS przykuty do południa w najważniejszych tygodniach lata 1943 roku.
Kapitan Łykow trzymał flankę i tracił trzydziestu siedmiu zabitych dziennie i pisał o tym w raportach spokojnie, bo spokój był jedyną tonacją, w której raporty miały sens. Worobiow pił wodę z rzeki, w której pływały trupy, i mówił o tym po wojnie bez dramatyzmu, jak o warunkach pracy w trudnej branży. Fiedosiejew przeprawił rannych przez rzekę sześć razy jednej nocy i napisał godziny i liczby, bo tak pisze się raporty saperskie.
Rzeka płynęła przez wszystko. Płynie do dziś. A w skarpie wschodniego brzegu zostały ślady okopów — zbyt regularne żeby być dziełem czasu, zbyt płytkie żeby być dołem po eksplozji. Ktoś tu leżał. Ktoś tu czekał na rozkaz. I wstał, kiedy rozkaz przyszedł.