12 CIĘŻARÓWEK Z PRL, KTÓRE OKAZAŁY SIĘ NIEWYPAŁEM, CHOĆ MIAŁY ZMIENIĆ WSZYSTKO
Stara Baza
0:00 / 0:00
12 CIĘŻARÓWEK Z PRL, KTÓRE OKAZAŁY SIĘ NIEWYPAŁEM, CHOĆ MIAŁY ZMIENIĆ WSZYSTKO
1 001 просмотр · 3 дн. назад
Stara Baza
60 подписчиков
1 001 просмотр · 3 дн. назад
Przychodzisz na plac o szóstej rano, a mechanik podaje ci kluczyki do tej samej maszyny, z którą wczoraj przegrałeś, i mówi, że nic lepszego w bazie nie stoi. Tak wyglądał początek dnia na niejednym polskim przedsiębiorstwie transportowym, i o takich właśnie maszynach jest ten odcinek.
Biorę dwanaście ciężarówek, dostawczaków i rozwiązań z czasów PRL, na które ktoś naprawdę postawił, i które tego nie udźwignęły. Zasada doboru jest jedna: to nie lista wozów po prostu słabych, bo słabych było pół parku. To lista tych, pod które budowano hale, podpisywano kredyty i rozpisywano harmonogramy co do kwartału. Były trzy rodzaje takiego niewypału. Prototyp chwalony na targach i pogrzebany w ministerstwie. Licencyjna kopia, która nie chciała żyć na polskiej drodze. I maszyna seryjna, którą wypuszczano latami, a potem latami łatano w polu.
Będzie o dostawczaku, który pokazano z podwójnymi tylnymi kołami i mocniejszym silnikiem rok przed startem produkcji, a potem odrzucono, tak że przez następne cztery dekady kierowcy ładowali na lżejszy wóz tyle, ile się dało wcisnąć, a mechanicy dokładali im piór do resorów. Będzie o poznańskim prototypie dla wsi, w którym nadwozie było tak miękkie, że drzwi przestawały się domykać, a poszycie pękało na próbach. Będzie o Starze, który pił trzydzieści siedem i pół litra na sto kilometrów w czasach benzyny na kartki, więc kierowca planował trasę nie przez najkrótszą drogę, a przez te stacje, na których go znali.
Będzie o skrzyni biegów zrobionej w ponad trzydziestu egzemplarzach i wyrzuconej do kosza, bo ministerstwo wolało kupić gotową. Będzie o ciężkiej wywrotce, której zbudowano dokładnie dziesięć sztuk, i o tym, co to znaczy dostać jedną z tych dziesięciu na stan: każda naprawa jako robota jednostkowa, toczona na warsztatowej tokarce. Będzie o najcięższym polskim ciągniku siodłowym, który miał silnik ciągnący wszystko i nie miał za nim skrzyni, bo na licencję nie znalazło się pieniędzy.
Jest w tej liście jeden punkt, przy którym do dziś robi mi się nieprzyjemnie. Ten wóz zdyskwalifikował kierowca doświadczalny: nie minister, nie komisja, nie kryzys. To jedyne miejsce w całej tej historii, w którym zdanie kierowcy coś rozstrzygnęło, i rozstrzygnęło przeciw maszynie.
Mówię też wprost, że w kilku miejscach źródła się ze sobą nie zgadzają: jedno opracowanie podaje jedną liczbę egzemplarzy, drugie inną. Nie udaję, że wiem lepiej, a czego nie wiem, tego nie dopowiadam.
Odliczam od góry w dół, od dwunastego miejsca do pierwszego, a na końcu stoją dwie maszyny zupełnie innej wagi niż reszta. Przy pierwszej z nich warsztaty przestały być warsztatami i stały się prawdziwą taśmą montażową, bo dokańczano tam to, czego nie dokończyła fabryka. Ta na samym szczycie jest jedyną ciężarówką w tym kraju, którą skrytykowano po imieniu na najwyższym szczeblu. Nie zrobili tego kierowcy ani prasa fachowa, a ci, którzy ją zamówili. Nazwy tu nie podam, powiem tylko, że wyglądała najniewinniej z całej dwunastki. Mówię też na koniec, co łączy wszystkie te maszyny, bo łączy je jedna rzecz i nie jest nią blacha.
Jeśli siedziałeś w którejkolwiek z tych maszyn albo leżałeś pod nią w sobotę, napisz w komentarzu, w której i gdzie to było: jaka baza, jakie miasto, jaki rok. Najbardziej ciekawi mnie, co ty byś dopisał do tej listy, bo ja znam ją z papierów i z opowieści, a ty może znasz ją z własnych rąk. Zostaw łapkę w górę i subskrypcję, jeśli chcesz kolejne takie listy z tamtych lat, i jedź spokojnie.