Перейти к содержимому

WARSZAWSKA OSA WYGRAŁA PUCHAR ALP, A MINISTERSTWO ZAMKNĘŁO FABRYKĘ

Hala Prototypów

0:00 / 0:00

WARSZAWSKA OSA WYGRAŁA PUCHAR ALP, A MINISTERSTWO ZAMKNĘŁO FABRYKĘ

151 просмотр · 15 часов назад
Hala Prototypów
50 подписчиков
151 просмотр · 15 часов назад
Jedyny skuter, jaki Polska kiedykolwiek zbudowała seryjnie, nazywał się Osa i schodził z taśmy w Warszawie. Nie zniknął dlatego, że przestał się sprzedawać, i nie dlatego, że się rozsypywał. Zniknął, bo tak zdecydowano na papierze — a w chwili, gdy zapadła ta decyzja, była to maszyna w pełni sił, świeżo po wygranej klasie w alpejskim rajdzie i po kilku latach jazdy po drogach, o jakich konstruktorzy z Włoch nawet nie myśleli. W tym odcinku rozkładamy na czynniki pierwsze drugą i ostatnią Osę — model M52, zwany też od pojemności silnika Osą 175. Zaczynamy tam, gdzie zaczęli warszawscy inżynierowie: w komórce doświadczalnej przy dziale głównego konstruktora Warszawskiej Fabryki Motocykli, gdzie w 1952 roku kilku ludzi dostało zadanie zbudowania skutera taniego, wygodnego i dla każdego. Trzy lata później na podłodze stały trzy prototypy o owadzich nazwach — Żuk, Bąk i Osa. Do produkcji poszła Osa, a wraz z nią cała lista rozwiązań, których nikt inny by nie zaakceptował: cylinder położony poziomo wzdłuż osi maszyny, skrzynia biegów podniesiona pod kątem 105 stopni, osobne obiegowe smarowanie sprzęgła, w którym olej rozbryzgiwał po komorze łańcuch sprzęgłowy, i koła czternastocalowe, prawie motocyklowe, bo polskie drogi bywały wtedy szosą tylko z nazwy. Opowiadamy też o tym, o czym mówi się najrzadziej: dla kogo ta maszyna tak naprawdę powstała. Bo M52 nie była po prostu Osą z większym silnikiem. Była wersją eksportową, zaprojektowaną po wyjeździe polskich inżynierów do Indii i po próbach w tamtejszym upale, które wykazały, że skuter potrzebuje mocniejszej jednostki i zupełnie innego chłodzenia. Stąd wzięła się dmuchawa wtłaczająca powietrze na żeberka i stąd silnik o pojemności 172,2 cm sześciennego i mocy 8 KM. Premiera odbyła się na Międzynarodowych Targach Poznańskich w 1962 roku — i cała produkcja tamtego rocznika pojechała na rynek indyjski. Polak mógł kupić tę maszynę dopiero rok później. Będzie też sport, bo bez niego ta historia jest niepełna: dobowa próba na torze doświadczalnym FSO, 1500 kilometrów w kółko, medale Sześciodniówki FIM w Austrii w 1960 roku i wreszcie rajd Alpenfahrt 1962, w którym Mirosław Malec wygrał klasę 175 cm sześciennych i przywiózł Puchar Alp. Skuterem. W Alpach. Pod górę, na trzech biegach i siedmiu i pół litra paliwa w baku. A na końcu przychodzi decyzja, przeciwko której żaden medal nie miał argumentu. Kto ją podjął, co stało się z halami przy warszawskiej fabryce, ile Os w sumie zjechało z taśmy i co z tego wszystkiego zostało dzisiaj — o tym w odcinku. Zostaje też pytanie, które wraca przy każdej takiej maszynie: czy sprawa rozbiła się o konstrukcję, czy o coś zupełnie innego. Jeśli lubisz historie polskich maszyn opowiadane bez ironii i bez lukru, zostaw suba i napisz w komentarzu, czy ktoś z Twojej rodziny jeździł Osą — te wspomnienia są dziś cenniejsze niż niejeden katalog. Następne maszyny czekają w kolejce.