Перейти к содержимому

AKADEMIA ATENEUM ARKADIUSZ JAKUBIK

Ateneum Teatr

0:00 / 0:00

AKADEMIA ATENEUM ARKADIUSZ JAKUBIK

1 555 просмотров · 3 недели назад
Ateneum Teatr
8,13 тыс. подписчиков
1 555 просмотров · 3 недели назад
Aktor, także reżyser, ale też muzyk i wokalista, autor muzycznych opowieści. W ostatniej, na płycie „Romeo i Julia żyją” dał nowe spojrzenie na Szekspirowskich kochanków, tyle że dodał im (wiele, wiele lat) i umieścił nie w Weronie, a w podwarszawskim Piasecznie. A może w jego przypadku owa kolejność artystycznych profesji nie ma większego znaczenia, bowiem bohater naszego styczniowego spotkania w Akademii Ateneum otwarcie przyznaje, że po długim pobycie na planie filmowym i głębokim wejściu w graną przez siebie postać lubi wejść do muzycznego studia, by tam poszukać ujścia emocji. On czyli kto? Arkadiusz Jakubik – i wszystko jasne. Niedawno zagrał w filmie Piotra Domalewskiego, w którym wcielił się – bagatela – w Jacka Kuronia. Nic więc dziwnego, że pochłonęło go to bez reszty. Wielu pamięta do dziś jego wstrząsający monolog ojca z debiutanckiego obrazu Domalewskiego „Cicha noc”, na planie służył radą reżyserowi, bo za swą powinność uważa wspieranie młodych i zwyczajnie bardzo to lubi. Możemy oglądać go również w rozpisanym na dwie sceny epizodzie księdza w „Domu dobrym” Wojtka Smarzowskiego. Przyznaje, iż przyjmie każdą jego propozycję, bo wejście do teamu Smarzola nadało jego zawodowym poczynaniom zupełnie inną dynamikę. Zagrał u niego m.in. w „Domu złym”, „Drogówce”, „Pod Mocnym Aniołem”, „Wołyniu”, wstrząsający był w „Klerze”. Ale jego filmowy dorobek jest ogromny, obejmuje m.in. role w „Chce się żyć”, „Jak najdalej stąd”, „Jestem mordercą”, „Carte blanche”. Nie można zlekceważyć także seriali „Król”, „Informacja zwrotna”, „Klangor”. Słowem – trudno wyobrazić sobie polskie kino ostatnich lat bez Arkadiusza Jakubika. Ukończył wrocławską PWST, z niejednego teatralnego pieca jako aktor i reżyser chleb jadł. Ostatnio skupił się na ekranowych wcieleniach, ale nie wyklucza powrotu na scenę. Chociaż po prawdzie nigdy z niej nie zszedł – choćby dzięki koncertom zespołu Dr Misio, którego jest liderem. Ważne jest, żeby być dobrym człowiekiem. To rzecz najistotniejsza, również w aktorstwie. Mam mnóstwo przykładów na potwierdzenie tej może absurdalnej tezy, że lubię tych aktorów, których potem poznaję i przekonuję się, że mają podobny rodzaj wrażliwości, empatii do drugiego człowieka – mówi.