12 Ciężarówek Pekaesu, Które Zabierały Kierowcę Za Żelazną Kurtynę
Stara Baza
0:00 / 0:00
12 Ciężarówek Pekaesu, Które Zabierały Kierowcę Za Żelazną Kurtynę
662 просмотра · 7 часов назад
Stara Baza
54 подписчика
662 просмотра · 7 часов назад
Stoisz nad ranem przed bramą bazy w Błoniu i czekasz na pieczątkę. W kieszeni masz paszport, a w tym kraju paszportu nie ma prawie nikt. Za płotem stygnie twoja maszyna, załadowana, z plombą na drzwiach naczepy. Za tydzień będziesz po drugiej stronie granicy i przywieziesz do domu pieniądze, których w sklepie za rogiem nikt ci nie wymieni. Tak wyglądał początek dniówki w jedynej firmie w kraju, której wolno było wyjechać poza blok wschodni.
W tym odcinku biorę dwanaście maszyn z tego taboru i ustawiam je od dołu do góry: od benzynowej ciężarówki, którą wieziono dary na Węgry i z której wyrosło całe przedsiębiorstwo, po ciężkie ciągniki siodłowe, na których jeździło się do Bagdadu, Teheranu i Kuwejtu, po trzy tysiące kilometrów w jedną stronę. Dziewięć różnych marek z czterech stron Europy: niemieckie, włoskie, francuskie, szwajcarskie, austriackie, hiszpańskie, szwedzkie i jedna polska, o której opowiadam osobno, bo skończyła się inaczej, niż ktokolwiek się spodziewał.
Każdą maszynę pokazuję z kabiny i spod maski, a nie zza szyby w muzeum: co to był za sprzęt, jak się na nim pracowało, co się psuło i co kierowca robił z tym własnymi rękami, tysiąc kilometrów od najbliższego warsztatu. Będzie o skrzynce z częściami, która stała pod leżanką, bo serwisu po drodze nie było żadnego, a każda naprawa na zachodzie kosztowała dewizy rozliczane potem w Warszawie z ołówkiem w ręku. Będzie o agregacie chłodniczym, do którego paliwo dolewało się nocą przy latarce, bo od temperatury w naczepie zależało, czy za polską żywność zapłacą pełną cenę. Będzie o uciekającym powietrzu z hamulców na zjeździe z przełęczy, w nocy, na mrozie, bez telefonu i bez kolegi za plecami.
Jest w tej liście maszyna, której było dokładnie cztery sztuki na cały tabor. Opowiadano o niej w bazie więcej niż o wszystkich pozostałych razem: dwie leżanki, osiem cylindrów, miejsce na rzeczy. A potem wyjechała na trasę i okazało się coś, czego legenda nie obiecywała.
Jest i taki punkt, przy którym musiałem powiedzieć wprost, że źródła się ze sobą nie zgadzają. Nie zgadzają się nawet w tym, jak nazywały się pierwsze maszyny tej firmy i w którym roku ona powstała. Nie udaję, że wiem lepiej: podaję wszystkie wersje i mówię, skąd pochodzi każda. Tak samo jest z liczbą ciężarówek w szczytowym momencie, bo każde źródło liczy je inaczej, a ja wolę trzy liczby z papierami niż jedną okrągłą.
Na końcu stoją dwie maszyny tej samej marki i tego samego koloru, od którego polskie zestawy rozpoznawano na szosach od Holandii do Turcji. Mówiło się o nich, że to Pewex na kółkach, i w tym żarcie nie było przesady. Tylko że po drugiej stronie tego rachunku były miesiące rozłąki, kontrole, łapówki na przejściach i awarie na pustkowiu, przy których nie liczyło się, ile ta maszyna kosztowała w katalogu.
Jeśli w twojej rodzinie był ktoś, kto jeździł na tych trasach, napisz w komentarzu: jakie auto dostał, dokąd chodził i co przywoził. Nie samą markę, bo marek wszędzie pełno, tylko trasę i rok. Z takich komentarzy zostaje więcej niż z dokumentów. Zostaw łapkę w górę i subskrypcję, jeśli chcesz kolejne listy z tamtych lat, i jedź ostrożnie.