Перейти к содержимому

Coraz więcej wilków. Kto wyceni strach?

Podlaskie24

0:00 / 0:00

Coraz więcej wilków. Kto wyceni strach?

18 733 просмотра · 2 дня назад
Podlaskie24
77,5 тыс. подписчиков
18 733 просмотра · 2 дня назад
,,Podlasie to nie jest Alaska a ten las to nie Yellowstone."Minął rok. Wilki nadal podchodzą pod domy. Kto wyceni mój strach? Minął rok, odkąd odwiedziliśmy panią Wandę Rakowską w Rafałówce w gminie Zabłudów. Wtedy opowiadała o wilkach, które podchodziły pod gospodarstwo i atakowały kozy. Po dwunastu miesiącach wracamy w to samo miejsce. Wilki nadal są w okolicy. Zmieniło się przede wszystkim jedno – mieszkańcy nauczyli się żyć z tą myślą i i jeszcze mocniej zabezpieczać swoje gospodarstwa. O kolejnym ataku opowiedziała również pani Monika Szymczukiewicz z Koźlik. Kiedy rok temu rozmawialiśmy z panią Wandą Rakowską, problemem wilków spędzał jej rodzinie sen z powiek. Dziś sytuacja nie wygląda lepiej. – Właściwie zmieniło się tyle, że my się nauczyliśmy żyć w stanie takiej podwyższonej gotowości. One są nadal tutaj – mówi pani Wanda Rakowska z Rafałówki. Próby odstraszania wilków, które podejmowali mieszkańcy, nie przyniosły oczekiwanych rezultatów. Były petardy, straszaki, hałas. Dziś tych metod już nie stosują. – My już nie strzelamy, nie odpalamy tych petard, zabraliśmy te straszaki, ponieważ one nie spełniały swojej roli. A wilki nadal są, one krążą tutaj dookoła domu – relacjonuje mieszkanka Rafałówki. Zamiast straszaków – elektryczne ogrodzenia i fladry W ciągu ostatniego roku gospodarstwo zostało dodatkowo zabezpieczone. Od Ochrony Środowiska rodzina otrzymała fladry i ogrodzenie elektryczne. Wanda Rakowska podkreśla, że jest za to wdzięczna, ale jednocześnie zaznacza, że zabezpieczenia wymagają od gospodarzy dodatkowej pracy i nie dają poczucia, że problem został rozwiązany. – My się musieliśmy tutaj zaopatrzyć w prąd dookoła całego siedliska. Ogrodzenie tego wybiegu, na którym są koźlęta, zabezpieczyliśmy tak, jak właściwie w stanie wojny – opowiada. Metalowe panele, dodatkowa siatka, drut kolczasty i elektryczne zabezpieczenia mają utrudnić drapieżnikom dostęp do zwierząt. Właściciele gospodarstwa zabezpieczyli również psy. Zwierzęta mają specjalne, grube skórzane obroże z metalowymi kolcami. – To nie jest przyjemne, bo ten pies się łasi, się kręci, my się boimy, no bo to jest ostre, ale to przynajmniej zapewnia chociaż na parę sekund jakieś bezpieczeństwo – mówi Wanda Rakowska. „Dopiero zimą zobaczyliśmy, jak blisko domu one podchodzą” Rodzina liczyła, że kiedy skończy się sezon pastwiskowy i zwierzęta zostaną zamknięte w budynkach, problem choć częściowo zniknie. Stało się inaczej. Śnieg pokazał, jak blisko domu przemieszczają się wilki. – My dopiero zimą, jak spadł pierwszy śnieg, zobaczyliśmy, jak blisko domu one podchodzą - w tym śniegu świeżym, sypkim te łapy odbite. To nie jest tak, że ten wilk się czai gdzieś po krzakach. On biegnie normalnie – opowiada. Jak relacjonuje, ślady prowadziły między zabudowaniami, w kierunku bramy i lasu. – Przebiega obok tych strachów, dlatego my przestaliśmy je stawiać, bo one po prostu nie spełniają żadnej roli. Proszę zobaczyć, to jest normalna, gęsta zabudowa jednorodzinna, a one tu ciągle biegają – dodaje. Dla rodziny problemem nie jest już tylko bezpieczeństwo zwierząt gospodarskich. Jest nim również poczucie bezpieczeństwa ludzi. – My po prostu żyjemy w stanie takim więzienno-wojennym. Problem polega na tym, że my mamy świadomość tego, że się nic nie zmieni na lepsze – mówi Rakowska. „365 dni w strachu. Kto wyceni mój strach?” Wanda Rakowska podkreśla, że straty materialne można próbować wyliczyć. Znacznie trudniej wycenić stres, który towarzyszy mieszkańcom każdego dnia. – Jak mi ktoś wyceni 365 dni w strachu? Kto wyceni? Kto mi powie, ile kosztuje mój strach? – pyta. Jak mówi, jeszcze niedawno w nocy wystarczyło usłyszeć szczekające i wyjące psy, żeby wiedzieć, że w okolicy mogą znajdować się wilki. – Wystarczy, że pani wyjdzie na podwórko. I pani słyszy, z której strony wsi, gdzie się przemieszczają te wilki, bo słychać po prostu, jak psy wyją i szczekają – relacjonuje. Jej zdaniem mieszkańcy nie chcą walczyć z dziką przyrodą. Chcą jedynie znaleźć sposób, by móc obok niej bezpiecznie funkcjonować. – My naprawdę chcemy tylko spokojnie pracować i żyć. Tylko tyle – podkreśla.