Rodzina wyrzuciła ją do domu starców. Smutny koniec legendy Łucyny Winnickiej
Prawdziwe Historie Gwiazd
0:00 / 0:00
Rodzina wyrzuciła ją do domu starców. Smutny koniec legendy Łucyny Winnickiej
17 757 просмотров · 1 дн. назад
Prawdziwe Historie Gwiazd
3,54 тыс. подписчиков
17 757 просмотров · 1 дн. назад
Rok dwa tysiące ósmy. Dom opieki w Palmirach pod Warszawą. Do świetlicy wchodzą dziennikarze tygodnika.
Nad szklanką herbaty siedzi osiemdziesięcioletnia kobieta. Nie rusza się i nie mówi. Patrzy przed siebie.
Oni z nią rozmawiają. A ona mówi im, że już jej nie zależy na tym, co się z nią stanie. I że tutaj czuje się tak, jakby spadła z księżyca.
Mówi to ze łzami w oczach. A oni to drukują.
A kilkadziesiąt lat wcześniej ta sama kobieta zagrała główną rolę w filmie, o którym Martin Scorsese powiedział, że jest jednym z arcydzieł polskiego kina. W filmie, który Watykan próbował wyrzucić z konkursu w Cannes — naciskano na organizatorów festiwalu, a sprawa dotarła podobno aż do francuskiego Ministerstwa Kultury.
To historia Lucyny Winnickiej. I jest w niej wszystko, czego się po takiej biografii nie spodziewacie.
Bo o tej kobiecie przez pół wieku mówiono w Polsce jedno: że wszystko zawdzięcza mężowi. Że jest żoną reżysera, a nie aktorką. Że najlepsze role dostała przez protekcję i przez łóżko. Ona sama przyznała, że miała z tego powodu — i to jej własne słowa — „kompleks żony obsadzanej“.
A teraz fakty.
Przed szkołą teatralną skończyła prawo na Uniwersytecie Warszawskim. O rolę matki Joanny zabiegała sama i przeszła zdjęcia próbne — jak każda inna aktorka, która chciała ją dostać. Sceny egzorcyzmów, fizycznie jedne z najtrudniejszych, jakie polska aktorka kiedykolwiek zagrała, wykonała osobiście. Będąc w ciąży. A nagrodę aktorską za tę rolę dostała we Francji, w kraju, w którym nikogo nie interesowało, czyją jest żoną.
Opowiadamy też całą historię tego filmu — bo ona jest absurdalna. „Matkę Joannę od Aniołów“ zaatakowano w Polsce z dwóch stron naraz. Kościół uznał ją za film antyklerykalny. A władza Polski Ludowej uznała ją za film katolicki. I obie strony wzywały do bojkotu, z przeciwnych powodów.
A ludzie poszli do kin i sale pękały w szwach.
Mówimy też o tym, co stało się w Cannes — i o tym, dlaczego popularna wersja tej historii nie wytrzymuje sprawdzenia. Bo film naprawdę przegrał Złotą Palmę. Tylko sprawdźcie, z czym przegrał. Odpowiedź jest tak ironiczna, że trudno uwierzyć.
Jest w tym filmie też rok tysiąc dziewięćset siedemdziesiąty pierwszy. Włochy, zagraniczna produkcja, i romans jej męża z włoską aktorką — która była narzeczoną producenta tego samego filmu. Skandal dotarł do polskiego Ministerstwa Kultury, a Włosi grozili rozdmuchaniem sprawy na całą Europę.
Lucyna Winnicka była wtedy w Warszawie z nowo narodzonym synem. O wszystkim dowiedziała się przypadkiem, od znajomej.
A to, co zrobiła, jest jedną z najbardziej nieoczekiwanych rzeczy w tej opowieści.
I wreszcie rzecz, o której nie mówi prawie nikt. Bo kiedy w tysiąc dziewięćset siedemdziesiątym siódmym roku rzuciła aktorstwo — na szczycie, w pełni sił, odmawiając pieniędzy z produkcji zagranicznych — zaczęła drugie życie. Reportaże w najważniejszych tytułach w kraju. Książki sprzedane w stu dwudziestu tysiącach egzemplarzy. Podróże po Azji i własny ośrodek. A w tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątym ósmym roku, mając siedemdziesiąt lat, współzakładała w Polsce organizację zajmującą się walką z korupcją.
Siedemdziesięcioletnia była aktorka wzięła sobie temat, na którym robi się wrogów.
A na końcu tego filmu mówimy, dlaczego ta historia o Palmirach jest przez lata opowiadana w złą stronę — i kto moim zdaniem naprawdę powinien się w tej sprawie wstydzić.
❤️ Jeśli ta historia was poruszyła — zostawcie łapkę w górę i zasubskrybujcie kanał z dzwoneczkiem. To dla nas ogromna pomoc.
💬 A w komentarzach napiszcie mi dwie rzeczy. Pierwsza: widzieliście „Matkę Joannę od Aniołów“? Bo to film, o którym w Polsce słyszeli wszyscy, a widziało go chyba dużo mniej osób, niż się przyznaje. Jeśli tak — napiszcie, co z niego pamiętacie. Druga, trudniejsza, bo dotyczy już nie jej, a nas: ona rzuciła zawód, w którym była na szczycie, mówiąc „czułam, że nie rosnę, ale schnę“. Mieliście kiedyś taki moment — że formalnie wszystko się udawało, wszyscy mówili, że powinniście być zadowoleni, a wy czuliście dokładnie to? Napiszcie, czy odeszliście, czy zostaliście. Czytam wszystkie komentarze.
#LucynaWinnicka #MatkaJoannaOdAniołów #Kawalerowicz #polskiekino #PRL #PrawdziweHistorieGwiazd