13 POLSKICH DOSTAWCZAKÓW Z PRL, NA KTÓRYCH JEŹDZIŁ TWÓJ OJCIEC
Stara Baza
0:00 / 0:00
13 POLSKICH DOSTAWCZAKÓW Z PRL, NA KTÓRYCH JEŹDZIŁ TWÓJ OJCIEC
957 просмотров · 2 недели назад
Stara Baza
58 подписчиков
957 просмотров · 2 недели назад
Szósta rano, mgła nad placem bazy transportowej i kilkanaście silników budzących się naraz. Kto to przeżył, ten pamięta ten dźwięk do końca życia. Kto nie przeżył — nie uwierzy, że pół kraju stało wtedy na wozach, których dzisiaj prawie nie da się spotkać na drodze.
W tym odcinku zebrałem trzynaście lekkich dostawczaków z czasów PRL. Tylko polskiej produkcji, tylko takich, które naprawdę jeździły codziennie: pod sklep, pod pocztę, na budowę, na bazar, do gospodarstwa i na wiejską drogę do chorego. Żadnych aut z wystawy, żadnych egzemplarzy muzealnych ustawionych do zdjęcia. Maszyny robocze, oglądane oczami kierowcy, a nie przewodnika po ekspozycji.
Będzie wśród nich wóz rolniczy, którego zbudowano dokładnie dwadzieścia sztuk i który nigdy nie wszedł do produkcji, choć kierowcy próbni przetrzepali nim wszystkie polne drogi w okolicy. Będzie furgon z Bielska-Białej, którego nazwa brzmi jak coś z Włoch, a jest zwykłym skrótem z dwóch polskich słów. Będzie osobowa Warszawa, której kazano pracować na dwie zmiany, i pick-up na bazie stodwudziestkipiątki, który woził szyby przełożone kocem, bo szklarze nie mieli niczego lepszego.
Będzie też fabryka, która przed samochodami robiła łóżka szpitalne, biurka, szafy i kasy pancerne, a ludzie uczyli się w niej zawodu przy drzwiach do sejfu — i ta sama hala wypuściła potem setki tysięcy dostawczaków. Będzie kino objazdowe na kołach i kierowca, który w poniedziałek wyjeżdżał z aparaturą i prześcieradłem zamiast ekranu, a wieczorem pół wsi siedziało przed nim na ławkach i na własnych rowerach.
Będzie poznańska konstrukcja z przesuwaną ścianką kabiny, która rano woziła brygadę, a po południu cement. Będzie wóz sanitarny na listopadowej wiejskiej drodze, z resorami piórowymi, które nie wybaczają niczego. Będzie ciężarówka z radzieckiej licencji, rozruch na korbę i gorąca woda noszona wiadrami do chłodnicy, bo płynów niezamarzających nikt wtedy na oczy nie widział. Będzie blokada mechanizmu różnicowego włączana nogą, w błocie, z kołem już buksującym.
I będzie jedna zmiana konstrukcyjna, o której po bazach opowiadano kompletne bzdury: mówili, że to tylko lifting pod targi, a chodziło o metr drogi, którego kierowca wcześniej po prostu nie widział.
Na końcu dwie maszyny, które skończyły się konkretnymi datami. Kierowcy pamiętają je co do dnia — i jedna z nich zamknęła historię trwającą prawie cztery dekady.
Mówię też uczciwie tam, gdzie źródła się nie zgadzają. Przy jednym z tych aut jedne podają koniec produkcji o kilka lat wcześniej niż inne i nie wybieram sobie ładniejszej daty, tylko mówię, jak jest. Tak samo przy dacie wejścia na taśmę pewnego bielskiego furgonu.
Na koniec rzecz, która brzmi jak paradoks, a paradoksem nie jest: z polskich dróg zniknęły właśnie te samochody, których było najwięcej. Bo tego, czego jest dużo, nikt nie oszczędza. Te rzadkie, zbudowane w dwudziestu egzemplarzach, trafiły do muzeów. Te pospolite zjadła zwyczajna robota, a potem złom.
Jeśli w twojej rodzinie albo w twoim zakładzie stał któryś z tych wozów — napisz w komentarzu markę i rok. Jeśli masz zdjęcie z tamtych lat, tym bardziej. I koniecznie napisz, czego na tej liście zabrakło, bo ja wybrałem trzynaście, a wiem, że niejeden z was ma swoje czternaste. Zostaw łapkę w górę i zasubskrybuj, jeżeli lubisz takie opowieści o technice, na której się naprawdę pracowało.