Перейти к содержимому

16. Pimper „KRZYWY FILM”

Pimper

0:00 / 0:00

16. Pimper „KRZYWY FILM”

12 просмотров · 12 дн. назад
Pimper
67 подписчиков
12 просмотров · 12 дн. назад
TEKST: [REFREN] Chciałem wyciszyć ten chaos, więc wpuszczałem go w krew, Miałem zagłuszyć samotność, a spotęgowałem jej szept. Proch miał mi skleić psychikę, rozsypał bardziej na gruz, Krótki błysk, długi kryzys, znów ten sam pierdolony syf, To nie lekarstwo na ból, tylko ból, który zmienia ci puls. [ZWROTKA] Nie brałem, to znałem tych typów, co lecieli na amfie, Każdy mówił, że ma kontrolę, póki nie gubił się w akcji. Praktyki, budowa, zapierdol, pył osiadał na twarzy, Halloween, mała ekipa, chcieliśmy wyjść się zabawić. Ktoś rzucił temat spotkania, potem rozmowa zeszła na proch, Nie było ciśnienia z ich strony, sam chciałem sprawdzić ten lot. Zrzuciłem się z własnej woli, ciekawość wygrała z rozsądkiem, Wtedy nie widziałem problemu, dziś widzę początek. Nie potrzebowałem namowy, sam sobie dałem przyzwolenie, Bo kiedy nie znasz konsekwencji, lekceważysz ostrzeżenie. Miałem w głowie, że spróbuję i wrócę do swoich spraw, Nie wiedziałem, że niewinny impuls potrafi zmienić cały plan. Łatwo pierdolić o kontroli, gdy nic nie trzyma cię w garści, Trudniej przyznać się przed sobą, gdy rachunek przychodzi by za to zapłacić [REFREN] Chciałem wyciszyć ten chaos, więc wpuszczałem go w krew, Miałem zagłuszyć samotność, a spotęgowałem jej szept. Proch miał mi skleić psychikę, rozsypał bardziej na gruz, Krótki błysk, długi kryzys, znów ten sam pierdolony syf, To nie lekarstwo na ból, tylko ból, który zmienia ci puls. [ZWROTKA] Brałem częściej, bo mi głowa napierdalała od wspomnień, Chciałem wyłączyć ten hałas, lecz podkręcałem go mocniej. Ulga trwała krótko, potem wracał ten sam rozpierdol, Więcej napięcia, mniej snu, coraz mniej miejsca na oddech. Wmawiałem sobie: „Mam kontrolę, przecież robię, co chcę”, Ale gdy chciałem odpuścić, coś znów ciągnęło mnie w tę stronę. Ten jebany głód znał słabości, rozpracował mi psychikę, Zmieniał plany, mieszał priorytety, przejmował każdą decyzję. Miałem sprawy do ogarnięcia, lecz odkładałem je w nieskończoność, Bo najważniejsze stało się coś, co miało dać mi wolność. Każda wymówka brzmiała sensownie, dopóki nie znałem prawdy, Każde kłamstwo kryło następne, aż sam się gubiłem w narracji. Chciałem zagłuszyć swoje demony, zamiast rozprawić się z nimi, Teraz siedzą mi w głowie i każą mi płacić za chwilę ciszy [REFREN] Chciałem wyciszyć ten chaos, więc wpuszczałem go w krew, Miałem zagłuszyć samotność, a spotęgowałem jej szept. Proch miał mi skleić psychikę, rozsypał bardziej na gruz, Krótki błysk, długi kryzys, znów ten sam pierdolony syf, To nie lekarstwo na ból, tylko ból, który zmienia ci puls. [ZWROTKA] Brałem więcej, bo poprzednie nie dawało już ulgi, Coraz większe koszty, coraz cięższe konsekwencje decyzji. Zacząłem myśleć o zarobku, chciałem wyciągnąć z tego kasę, Nie widziałem, że ten interes coraz mocniej mnie wciąga. Telefon dzwonił po nocach, pod domem pojawiały się twarze, Każdy wpadał na moment, a ja żyłem w ciągłym napięciu. Mama pyta: „Gdzie znów idziesz?”, bo nie wierzy już w bajki, Ja odpowiadam półsłówkami, choć sam mam dość tej farsy. Radiowóz miga na trasie, od razu spinają się nerwy, Na zewnątrz gram obojętność, w środku mam czarne myśli. Nie chcę rzucać się w oczy, więc udaję, że wszystko gra, Lecz im dłużej kryję ten problem, tym bardziej przejmuje mnie strach. Myślałem, że trzymam ster, że sam rozdysponuję karty, Aż dotarło do mnie, kurwa, że to ja jestem przegrany [REFREN] Chciałem wyciszyć ten chaos, więc wpuszczałem go w krew, Miałem zagłuszyć samotność, a spotęgowałem jej szept. Proch miał mi skleić psychikę, rozsypał bardziej na gruz, Krótki błysk, długi kryzys, znów ten sam pierdolony syf, To nie lekarstwo na ból, tylko ból, który zmienia ci puls.